Ostatnio oglądałam serial Stargate SG1. Zakończeniem tego produktu są dwa filmy, a w jednym z nich mniej więcej taki tekst się pojawia:
-Boże!
-Twoi bogowie cię nie posłuchają, musisz się ukorzyć przed Ori [czy coś w ten deseń - oczywiście, widać religijny fanatyzm na 1 rzut oka].
-To powiedzenie wyrażające ogólne niezadowolenie.
Obawiam się, że w tej chwili mogłabym użyć tekstu “Boże” w wyżej przedstawionym kontekście. Bo ja i zadowolona, i spokojna nie jestem. Jestem smutna. Tak, teoretycznie wszystko zaczyna się układać pomyślnie, ale czy aby na pewno?
Pewna znana mi osoba mówiła mi, że dużo narzekam. A ja wczoraj przeczytałam, dlaczego ludzie tak postępują. Coś w tym jest, a chodzi o to, że jak czują, iż ich wolność jest ograniczana, to są nieszczęśliwi. Ja sobie nie przypominam, bym w czasie moich wędrówek po Polsce jakoś narzekała. Ogólnie to jest to głupie zachowanie, na które traci się nie dość, że energię, nie dość, że czas, to jeszcze wypróbowywuje się przez nie cierpliwość osób drugich i trzecich i innych. Ale owszem, jakby ktoś analizował moje obecne życie, to mam prawo czuć się z deka mało wolnościowa, bo:
-ktoś za mnie kupuje ciuchy (wtf),
-ktoś mi każe to, to i to zrobić (wtf),
-czuję przymus, tak, trzeba studiować,
-nie wiem, co ze sobą zrobić,
-widzę mało możliwości do spełniania swych pragnień,
-nie ma zjadacz_kur ;_; a tego to bym się poradziła.
Aha, a na dodatek:
-sfera towarzyska nie jest zbyt duża,
-nie mam zawodu,
-nie mam odwagi,
-nie mam uczucia, że sobie poradzę,
-czuję, że rzeczywistość, która mnie otacza niewiele mi daje w sensie naukowym.
Ogólnie “nasza dziewczynka”, czyli Ala zaczyna się dowiadywać, że życie to nie tylko różowe baloniki i krakersy, ale także ciężka praca nad sobą i swoimi marzeniami, to również odwaga. Trzeba być szalonym, żeby udać się w gąszcz Polski bez odpowiedniego zasobu finansowego, ale trzeba być odważnym, żeby postawić sobie jasno wyrazisty cel, dążyć do niego i zmienić coś w swoim życiu na lepsze. Problem polega na tym, że dokonanie CZEGOKOLWIEK, co choć bardziej zmienia mój żywot wymaga zdecydowania, a przede wszystkim – odwagi. No i wiedzy, że TO SIĘ UDA. Wiary w siebie, a tej mi ostatnio zdecydowanie brakuje, może nawet jest na minusie. Co prawda zaczynam się stawiać w stylu “że co, ja taka zła, a samemu mu się tego nie udaje”, ale w ogólnym rozrachunku to jest maska, która raczej mało daje.
“Nasza dziewczynka” znów nie wie, czy chce być tym cholernym pedagogiem, czy też woli kopać rowy.
Nie jestem osobą, w której obudził się instynkt macierzyński. Co gorsza, mam wrażenie, że w takim systemie edukacyjnym osobowość na zawsze zostanie na tyle spartolona, że aż strach temu czemuś wydawać na pastwę losu własne potomstwo.
Dobra, a jak to ma się do pedagoga…
Dawno temu miałam iść do doradcy zawodowego. I oczywiście, jak wiele innych ważnych spraw, tego nie uczyniłam. To się nazywa działanie i odwaga, co? Ale może gdybym poszła, to bym wie… Nie, cholera, nie wiedziałabym. Głównie dlatego, że to ja mam decydować o sobie, a nie ktoś za mnie podejmuje decyzję.
Czyżbym znów dała się wrobić? Tak jak z liceum?
Jednostka urodzona w takiej, a nie innej rzeczywistości, jednostka będąca mną czuje się w tej chwili trochę rozgoryczona swym położeniem. Walczy ze sobą, by się nie poddać, a jednak dziś się poddała. Próbuje w oddali dojrzeć cel, ale jest on zbyt daleki, by to osiągnąć. Niekoniecznie dlatego, że nie wie, jak to zrobić. Raczej z tego powodu, iż spełnianie własnych pragnień jest trudne. I mam wrażenie, że moja wiedza o życiu jest zerowa.
Jestem osobą wyrafinowaną. No dobra – nie jestem, a przynajmniej w większej części mej osoby. Ale niektórzy tak mogą o mnie uważać: ponieważ zrobiłam X rzeczy, żeby napisać o tym i o tym. Bo potrafię wydębić od ludzi bransoletkę za 3 euro. Ale…
Często i gęsto mam wrażenie, że aby stworzyć jakąś książkę, dobrą powieść, to trzeba mieć jakieś pojęcie o życiu. A ja mam raczej o nim niewiele wiedzy. Siedzę w domu, uczę się idiotyzmów i jedynie, co mi się może przydać w przyszłości, to przyzwyczajenie do samotności.
AKTYWIZACJA!
Dupa, nie aktywizacja. Może samodzielne życie bardziej uczy podejmowania decyzji w stosunku do siebie. Trzymanie pod kloszem niewiele mi dało i szczerze, w pewnym momencie swego życia nawet miałam żal, że wyfrunięcie z domu skończyło się, jak się skończyło.
Nie wiem, czy to, co teraz wypisuję to zgorzkniałe rzeczy. Być może tak naprawdę chcę skończyć te cholerne studia pedagogiczne, choć smutne jest to, że mam wrażenie iż nawet po nich nie będę wiedziała, co robić ze sobą. Ktoś mi powiedział – “kochasz te studia”. Nie, kurwa. Studiów w takim wydaniu nie kocham, jedynie co, to uwielbiam gadać o polskiej sredukacji i problemach współczesnej młodzieszy.
W tym miejscu pozdrawiam Czechów, którzy tego bloga czytają. Wiem, że przynajmniej jeden się znajdzie.
Chcę uciec tam, gdzie lepiej się żyje. Albo inaczej – chcę żyć tam, gdzie będę czuła się wolna i będę miała grono przyjaciół. “Przyjaciele przychodzą i odchodzą”. To proste. Trudne jest natomiast to, że mam świadomość, iż prawie każda osoba, która tutaj, w Gorzowie, żyje, a która nie ma 30, 40, 50, 60, 70, 80, 90, 100 lat przeprowadza się do innej aglomeracji. Kraków, Szczecin, Poznań, Warszawa, Wrocław etc.
Powinnam szukać wewnętrznego spokoju. Medytacja, na przykład. No, ale co ja mam robić, jak nie jestem zadowolona ze swego życia? Albo może i jestem, ale nie wiem o tym. Prawdopodobnie potrzebuję kogoś, kto by mi mówił “dasz radę, poradzisz sobie”. W końcu… Ludzie robią rzeczy niemożliwe, prawda?
Wiem, że spory udział w moim zachowaniu ma ma marna kondycja fizyczna, ale nie czuję się na tyle dobrze tutaj, aby samodzielnie nad tym pracować. Przecież zwykle nie mam wpływu na to, co do żarcia jest kupowane…
Możliwe, że rozmowa z tatą by mi po prostu pomogła. Ale szkoda tylko, że ja i tak wiem, że nie za długo wszystko potrwa, że on mi nie ufa, a tak generalnie to woli dać 200 złotych na duperelę, niż na mnie (tak, typowo kobiece podejście).
Trzeba być silnym, a nie miętkim?
W ostatnich czasach sporo myślałam o życiu. Czemu jest tak, a nie inaczej. Dlaczego, dlaczego? Wymyśliłam to, co powyżej przeczytaliście.