Good Bye, Pedagogika!

I jak ja mam to wszystko napisać i obsmarować? Może zacznę w ten, najprostszy, na świecie sposób: AAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! KURWAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!! LUDZIEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! NIE IDŹCIE NA PEDAGOGIKĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

albo tak:

Nauczyć się można trzech rzeczy bardzo przydatnych człowiekowi od edukacji w życiu:
a) hipokryzji;
b) traktowania ludzi jak kupy;
c) teorii.

lub tak:

Nie mam nic do powiedzenia w tej sprawie. Wywalili mnie z kierunku i koniec, kropka.

ale zacznę od zdania: taką mamy edukację, na jaką sobie zapracujemy. Przykład – narzekamy na brak selekcji nauczycieli, a sami jej nie robimy.

Zaczęło się od najprostszej z możliwych rzeczy – trzeba było wykonać praktyki zawodowe w świetlicy szkolnej. Nie dano nam wyboru miejsc, tylko z góry ustalono, kto, gdzie, co i jak. Fakt, lubię czekać do ostatniego momentu, więc poszłam tam, no, znaczy się, do jednej takiej fajnej podstawówki koło ślicznych kamienic w moim mieście i poprosiłam o praktykę w świetlicy. I co? I nie pamiętam, co stwierdzono, chyba coś w stylu “nie ma jak”, ale to było w czerwcu. I gdy w końcu tam zrobiłam miejsce, okazało się, że bardzo coś mi jest przyjemnie w tej szkole. Bo ja wiem – po prostu nie mam zamiaru męczyć się w świetlicy szkolnej w przyszłości. Ambitne plany, nie wiadomo, co życie przyszykuje i stałe powtarzanie “broń Boże od tego miejsca!”. Ale jakoś udało się… No, powiedzmy, że się udało. Ocena wystawiona dostateczna, ale opinia negatywna. “Nie starała się”, “niska komunikatywność” to najważniejsze zarzuty. Mimo wszystko wrześniowa – czy coś około tego – rozmowa z osobą, która wystawiła mi taką, a  nie inną opinię wykazała jedną rzecz: masz zaliczone. Ewidentnie jest to stwierdzenie w stylu “może być”. Uczelnia, jak to uczelnia, stwierdziła, że nie może mi zaliczyć praktyk, bo mam negatywną opinię. Stąd wyżej wymieniona konwersacja i stąd oświadczenie opiekunki praktyk (tej, co to w świetlicy pracuje, dla jasności), że może, jeśli jej pozwolą, zmienić tę nieszczęsną opinię na pozytywną. Ale nie chcieli. Najprostszego sposobu do rozwiązania problemu? NIE MA! NIE MA! WOLNE ŻARTY!

W tym miejscu zatrzymam się i powiem tak: dziękuję, Nutko. Byłam z siebie dumna, że poszłam do szkoły, pogadałam, spróbowałam powalczyć. To coś dla mnie zwykle jest niezwykle trudne, co widać na poniższym i teraźniejszym obrazku. Osoba, która mnie zmobilizowała do jakiegoś sensownego działania to osoba, która sprawiła, że niemal do końca jestem w stanie walczyć o… swoje życie? oO’ Strasznie pompatycznie wyszło, może to i dobrze…

Pani musi mieć warunek, powiedziano mi na uczelni. Chcemy pani dać jeszcze jedną szansę. Pani zapłaci dla łaskawej uczelni 250 złotych w przelewie. Ale, ale mnie nie stać na to! To trzeba pisać o zmniejszenie opłaty. Napisałam o zwolnienie z opłaty i pozytywną opinię otrzymałam. Hurra, radocha! I teraz, na deser informacja: pomysł zwolnienia z opłaty wziął się od Adelajny, której to serdecznie za niego dziękuję :*. Bez tego nie byłabym w stanie przetrwać do dnia dzisiejszego na pedagogice.

Dobrze, pani powtórzy tę praktykę tam, gdzie ja pracuję i nigdzie indziej. Dobrze, dobrze, powtórzę, sprawy nie ma… Zrobi się… Jak się zrobi, to się zrobi, no cóż zrobić…
A serio: wtedy czułam wielkie wątpliwości, czy powtórka z rozrywki ma jakikolwiek sens. Zarzucono niską komunikatywność, zarzucono brak starania się – nie sądzę, bym była na tyle mądrą, inteligentną, SAMODZIELNĄ osobą, aby potrafić szybko zlikwidować te wady charakteru. Tym bardziej, że to pierwsze u mnie całkiem leży (wypowiadajcie się w komentarzach, jakby co) i z dnia na dzień człowiek staje się mistrzem tegoż, ale przy wzroście 0,01%. Tak, liczba wzięta z sufitu, ale dokładnie mówi to, co chcę przekazać swym kochanym Czytelnikom.
Żeby w końcu zacząć pracować nad czymś, co mi się w życiu przyda, najpierw muszę sprzątnąć zawodowy syf. Ale to tak na marginesie.
Niezrozumiałe dla mnie jest wyrażenie: “nie starała się”. Miała niską motywację już bardziej pasuje, bo przecież można robić coś technicznie dobrze i w zasadzie nie wykazywać przy tym specjalnej, emocjonalnej troski o to. Jak mi niedawno (czyt.: w środę) wyjaśniono: chodzi o blokadę psychiczną. Co autor miał na myśli, nie wie nikt, bo pół wykładu na ten temat to lanie wody.
Praktykę robiłam tak, że było dziwnie. Coś jednak więcej mi wychodziło, niż wcześniej – bardziej rozmawiałam z dziećmi, dostawałam lepsze wskazówki do działań. To tylko, że za mało czasu było, aby się wykazać. Trudno, taki lajf…
Jak przyszłam załatwić praktykę, to pani powiedziała, żebym została trochę, to ciut będę mieć za sobą. Zostałam, poczekałam, potem się okazało, że te godziny nie zostały wpisane w rejestr praktyk. Damn, ale idzie się dalej, kłócić się nie będę, bo jak się skłócę, to znów mi nie zaliczą.

Nie zaliczyli.
W środę zebrały się trzy panie, aby ocenić moje prowadzenie zajęć. I może chwilę popatrzyły, a potem przy stoliczku z soczkiem i ciasteczkami zaczęły gadać tak, że nie zauważyły być może paru rzeczy, które ja zrobiłam.
Ogólnie jednak, historia tych 45 minut jest inna  według nich i ich. Oni oczywiście mają rację. Dobra – popełniłam błędy, ale… komuś się to nie zdarzyło? Zarzuty i tak były takie, że nie mam zdolności pedagogicznych.

Chwila.
Moment.
Trzeci rok pedagogiki opiekuńczo-wychowawczej z dodatkową specjalnością wczesnoszkolna powinien być już przesiany od dołu do góry, do cna!
Powiedzmy sobie tak: niemożliwe jest, aby nikt nie zauważył niskich zdolności komunikacyjnych danej osoby, jeśli ta spędza całe dnie w jednym miejscu. Nawet jeśli ktoś zauważył, to nikt tego nie powiedział, uświadomił. Nikt nie zapodał porady, jak rozwiązać ten problem. Okej – nie wymagam. Ale zarówno po pierwszym, jak i drugim roku masz w jakiś sposób praktyki i w programie stoi jak byk, że jest możliwość, aby student coś poprowadził. Tak czy inaczej – zwykło się uważać, że na początku wylatują ci najgorsi, co to nie mają za grosz talentu itd. W interesie uczelni leży, aby po pierwszym roku zrobiła z dziwnymi typami porządek.  W ten sposób robi podwójną korzyść – człowiek dużo nie marnuje lat, a społeczeństwo nie ma w danych zawodach idiotów. Podobno…
Uczelnia nie zauważyła wcześniej, że coś jest ze mną nie tak, bo najpierw były obserwacyjne praktyki. Dobry, czy zły to argument, oceńcie sami.
Szanowna uczelnia natomiast stwierdziła jedno: pójdzie pani albo na wylot, albo na… pracę socjalną. Gdy mi to powiedziano, myślałam, że wybuchnę histerycznym śmiechem. WHY?
Pracownik socjalny musi mieć następujące cechy (których nie posiadam według niektórych):
-wysoki stopień komunikacji (a na ich studiach PWSZowych jest przedmiot KOMUNIKACJA INTERPERSONALNA!),
-zdolności pedagogiczne (patrz na człowieka jak na człowieka, nie jak gówno, co z tego, że bezdomny, miej wysoki stopień empatii),
-WYSOKĄ SAMODZIELNOŚĆ, której ja nie mam,
-silną psychikę (nie posiadam),
-ale… ale… ale… ALE JA JUŻ BYŁAM NA PRACY SOCJALNEJ UAM DZIENNEJ! I GDYBYM CHCIAŁA, TO BYM TAM ZALICZYŁA TEN CHOLERNY ROK I MIAŁA TERAZ NA GŁOWIE MAGISTRA! (pozdrawiam absolwentów)

Rozmowy z prorektor nic nie dały. Szukam sił na to, by nie mieć depresji, by walczyć dalej siakoś pokracznie i nie wiem, jak, no, nieważne. Ale: niepoważnym jest, że uczelnia tak na końcu edukacji studenta się budzi, tym bardziej, że praktyk zwykle nikt się nie obawia. Co więcej, narzeka się na brak selekcji nauczycieli. Tak? A wiecie, że według prawa polskiego art cośtam kodeksu jakiegoś tam, uczelnia ma prawo zrobić dodatkowy egzamin czy inną rozmowę kwalifikacyjną na dany kierunek, JEŚLI to jest zapisane w jej statucie? I jaki problem, do diabła, dołożyć studentowi jakiś dziwny przedmiot, czysto praktyczny, co by sprawdzał zdolności pedagogiczne? Nie, bo nie chce nam się? HIPOKRYZJA! Bo przecież pedagodzy powinni być samodzielni, zaradni i umieć sobie poradzić w trudnych sytuacjach. Bo jak inaczej mają być przykładem dla innych, młodszych często od siebie ludzi?

Nie umiem się tak dobrze bronić, jak wielu z Was, drodzy Czytelnicy. Ja zaczynam się szkolić w tej sprawie. Jednej jednak osobie muszę szczególnie podziękować, bo gdyby nie ona, to ja nie wiem, co ja bym zrobiła. Adelajno, dzięki i chwała Ci! :*

Dobra, dobra, to co, sprzątamy ten syf?
(Chyba niedostatecznie źle napisałam o mojej uczelni).

Odpowiedzi: 2 to “Good Bye, Pedagogika!”

  1. Anonim Powiedział/a:

    Dobra, to pozamiatane. Nie idę na PWSZ.

  2. [...] najpopularniejszych wpisów to: tajska muzyka (XD), coraz więcej konkretów, wyznania Aleandry, Good bye, Pedagogika!, Goodbye, Misiek! – cieszy mnie to, że tekst o tym, jak mnie wywalili jest dość popularny, [...]

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.