Wiele lat temu mój brat w kotłowni odkrył małe szczęście – szczeniaka, kundla. Nie wiadomo, skąd się wziął, ale był taki słodki, że wychowano go częściowo w domu i dano mu imię Misiu. Życie go potraktowało lepiej, niż uliczne psy – nie znał głodu, a gdy nadchodziło lato, to co tydzień dostawał wielkie i smaczne żarcie w postaci pysznego mięsa lub cebul. Miał dużo miejsca do biegania i miał wspaniałą przyjaciółkę – która w zasadzie zastępowała mu matkę: wilczura Tinę. I żył sobie taki Misiu, pełen pcheł, pełen zapału do zwiedzania świata po matce. Często wybiegał za płot, by sprawdzić, co robi jeden z jego właścicieli – gdzie idzie i po co? Zawsze go to zastanawiało, zastanawiało go również to, dlaczego tak wiele osób nie lubi, gdy chodzi za nimi. Przecież ich pilnuje! Ma niesamowitą przygodę! Uwielbia taką dawkę adrenaliny, gdy ma przejść przez ulicę pełną zwariowanych maszyn zwanych z rzadka już autami. Tak sobie żył kilka lat… W tym czasie zdążył się zaprzyjaźnić z kotem, który mało co prawda go obchodził, ale zawsze był na podwórku. I… Czas był nieubłagany. Tina miała raka, zmarła więc. Jej psi przyjaciel nieomal przez to stracił życie: nie jadł, nie ruszał się, jakiś taki nieżywy był… Po prostu Misiek popadł w taką depresję, że po zwykłym psie byś się tego nie spodziewał. Lecz dzielny chłopaczyna przyzwyczaił się wkrótce do samotności…
Lata mijały, kundel ze szczeniaka zrobił się staruszkiem. W międzyczasie 3 razy nie zwrócił uwagi na to, że auto z podwórka wyjeżdża prosto na niego, dzięki czemu miał przejechaną nogę i kulał, w pewnym momencie też zdarzyło się ogromne nieszczęście: po prostu właściciele znaleźli go zupełnie rozharatanego na brzuchu. Pani płakała, czuł to, pan natomiast woził go do weterynarza, który uratował mu życie. I Misiu może dożyć późnej starości…
Dożył. Prawie. W wieku 12, może 15 lat (nikt dokładnie nie potrafi określić, w jakim on wieku był) wykryto u niego świerzba. Teoretycznie można wyleczyć tę chorobę: leki kosztują majątek (według weta)+nie wszystkie są zarejestrowane w Polsce. Jednak… Stan bardzo ciężki. Rany i to paskudne, w dodatku pchły. Weterynarz wydaje wyrok: uśpienie. Jest to bardzo humanitarny sposób w tym przypadku.
28.07.2011 roku Misiek został uśpiony. Zacny to był pies i może chciał żyć, ale się męczył. Świerzbem prawdopodobnie zaraził się w wieku szczenięcym…
[wzruszył się] zapalę mu dziś świeczkę.
(nie wiem, jak to ze mną jest, że psów szkoda mi zwykle bardziej niż ludzi)
Pingback: Ustawiona ogólnie