STARE GRAJEWO WITA
10:00 rano, 30.12.2011 r.
O rany, jak mi się nie chce jechać do Poznania. Ostatnio było za dużo kwasów w rodzinie. Święta w rodzinie były, jakie były, ale dla wszystkich zamiast pięknego odpoczynku obfitowały w jakieś niestosowne rzeczy dla tego okresu. Może piszę to zbyt prosto, ale w końcu moi kochani Czytelnicy muszą wiedzieć, czemu czuję, iż wyjazd do stolicy Wielkopolski nie jest raczej dobrym pomysłem :/. A nie jest, ponieważ muszę odpocząć od rodziny. OD WSZYSTKICH! Wypadałoby pojechać do Starego Grajewa i tamże pobyć trochę w samotni. A poza tym jest jeszcze obawa, że ten sylwester nie będzie udany. Na poprzedniej imprezie organizowanej przez tych ludzi średnio się bawiłam (fakt, że nie do końca oni zawinili, dużą zasługą był mój niedosłuch). Strach ma wielkie oczy, ale jednak ma…
17:13, 30.12.2011 r.
Wiedziałam, że to zły pomysł, by pojechać do brata. Wiedziałam! Najpierw – późno dość wybrałam się na dworzec, bo trza było zjeść obiad. No to oczywiście zjadło się go, ale co z tego, jak przez takie niewczesne wkroczenie do ciapągu musiałam stać ponad godzinę, bo byliśmy ściśnięci jak sardynki niemal w szynobusie, który standardowo na godzinę 15:58 wystawiają. Wprawdzie pojazd podstawiany jest w Kostrzynie NAD ODRĄ (zawsze to podkreślam, jest jeszcze Kostrzyn Wielkopolski, przez który jedzie się w stronę Warszawy/Koła), ale zjawia się on w Gorzowie WIELKOPOLSKIM (jest też Śląski i jeszcze jakiś, ale to raczej metropolie nie są). Że niby PKP mogło pomyśleć? Ano, mogło, ale pewnie kasy nie mieli – bo przecież wozy te zostały zakupione specjalnie na potrzeby bezpośredniego dojazdu do Poznania, a poza tym – są to dość rzadkie połączenia. A jakby pomyślało, to ludzie siedzieliby w starym, zniszczonym, nieogrzewanym i śmierdzącym wagonie. I tak źle, i tak niedobrze. No, ale wracając do mego problemu, to miałam niesłychaną wpadkę. Otóż, ja, Aleandra Wielka Podróżniczka, Obieżyświat, Traveller, wędrowniczka, etc. zapomniałam wziąć jednego dokumentu, co oczywiście zauważyłam dopiero, jak dojechałam do Strzelec Krajeńskich Wschód. Otóż, nie wzięłam ze sobą tzw. legitymacji uczniowskiej, która uprawnia mnie do tańszych przejazdów kolejowych do któregoś-tam roku życia. Będę miała mandat, ale jest taki tłum, że on nie będzie może sprawdzać… Rany koguta, jaki stres. W Krzyżu Wielkopolskim wysiadło na tyle dużo osób, że konduktor mógł swobodnie się poruszać i ruszył do akcji. Oczywiście, maślane oczy w akcji, w dłoniach stos innych legitymacji i kasa w stylu “jestem gotowa do negocjacji, boję się”. Miły pan stwierdził: no dobra, podbił bilet i poszedł sobie. Widać, uwierzył w moje gapiostwo. Ale stresu takiego miałam, że to zepsuło mi cały prawie przejazd.
I tak, przypominam, że jechałam BEZPOŚREDNIM do Poznania.
31.12.2011 r.
Rany, jak bardzo chce mi się wracać do domu. Albo pojechać do Starego Grajewa i tam…
(…)
Bez sensu trochę, że się popłakałam. Że niby mam kompleksy, że jestem gruba, no może i mam, ale płakać? Aaaa, wszystko mnie dobija, szara rzeczywistość jest taka beznadziejna
(…)
PIERWSZY STYCZEŃ 2012 ROKU WITA
Znowu szary, ponury dzień, bla bla blaaaa……………………………..
Ale chwila, chyba jest 1 styczeń Nowego Roku. Dobra, nie marudź. Jest Nowy Rok, coś się zaczyna, coś się kończy. Skończ z tym narzekaniem, bo ile można słuchać tej telenoweli brazylijskiej. Inni mają gorzej, a poza tym, pora na zmiany. Po prostu NIE MARUDŹ!
I tak to właśnie było. Postanowiłam wejść w Nowy Rok z optymizmem, nie pozwalając sobie na bez sensowne narzekania. W pierwszej kolejności podziękowania powędrowały do przyjaciółki Agaty, która 31.12.2011 roku opieprzyła mnie, że pojechałam do Poznania z kretyńskim nastawieniem, z idiotycznym humorem i głupią postawą. W kolejnej kolejności podziękowania należą się gospodarzom, bo widać było ich starania wobec gościa. Dziękować! I jeszcze raz przepraszam za badziewne zachowanie.
Sylwester był udaną imprezą. Doskonałym daniem okazała się zapiekanka ziemniaczana, smaczną przekąską sałatka, a mojito i piwa lały się strumieniami i właściwie nie chciałam przerwać zabawy. Dla młodego człowieka, nie obarczonego właściwie żadnymi istotnymi w tym czasie obowiązkami to nie jest trudne do zrealizowania. Inna sprawa, gdy ktoś zbliża się do trzydziestki – wtedy zdarza się, że nawet na konwencie w nocy kładzie się spać w łóżku hotelowym, a po czterdziestce rzadko ktoś na takiej imprezie śpi w śpiworze. A może mi się tak wydaje, tak czy inaczej – organizm nie wieczny młodzik. Szkoda tylko, że tak wolno się rozkręcałam. Mój brat słusznie zauważył: “słabe drinki dla niej (czyt. Aleandry) to był jednak błąd”. Coś w tym jest.
Dobrze było jeszcze po całym tym zamieszaniu pogadać szczerze z gospodynią o wszystkim i o niczym. W międzyczasie miałam okazję obserwować małego diabełka, tzn. bratanka. Udało mu się rozkręcić krzesło (WTF?), skutek był taki, że naprawiał z tatą to siedzenie. Czasami Michał narzekał na to, że ktoś go ubierał, ale w moim przypadku to jakoś tego nie zrobił. Po prostu bawił się. I nie wiem, jak on to zrobił, ale jak mu ubrałam górę, to zaczął bić brawa. Potem młody w autobusie marudził, że spadł bilet na podłogę i nie może go podnieść, bo w wózku siedzi. No – ale sam chciał takiej sytuacji, to ma.
Powrót do domu odprężył mnie. Nie dlatego, że wracałam do domu, tylko dlatego, że jechałam pociągiem na bilecie, który kosztował 24 złote, ale za to mandat mi nie groził, bo zwykły wzięłam.
A teraz, ponieważ mamy 2012 rok, muszę się wziąć za parę spraw. Niektóre już wykonałam – kontynuowałam badania do pracy, posprzątałam w szafie, stwierdziłam, jak będę się starać żywić itd.
Najtrudniejsze i tak jeszcze przede mną… ale dam radę!
http://www.youtube.com/watch?v=IjEo4Fdhqas&feature=related
oraz
http://www.youtube.com/watch?v=ePZk4sKSXoo