KOMENTARZ POLITYCZNY WITA
Burdel na resorach – tak można nazwać obecną sytuację w służbie zdrowia. A i tak nie oddaje jej dokładnie. Obecnie lekarze są przerażeni sytuacją, która zaistniała w 2012, po wprowadzeniu jakiejś-tam “reformy”, która to reforma jest reformą tylko z nazwy. Przykłady można mnożyć, najbardziej znanymi faktami wśród pacjentów są:
1. pieczątka – refundacja do decyzji NFZ!
2. okres oczekiwania na wejście do lekarza – …2-3x dłuższy, niż w 2011. Dlatego, że: więcej papierów. Ludzie tak mówią: “wypisuje coś na recepcie, wypełnia jakiś papier, więcej czasu to zajmuje, niż samo badanie”. A w niektórych przypadkach – o rany! – lekarze muszą dzwonić do ich informatorów, żeby się dowiedzieć co i jak. Rewelacja.
W dodatku wszystkie te powyższe informacje, a szczególnie o braku refundacji leków (co to ma znaczyć, że nie refunduje się chemioterapii i ta jest przerywana???) powodują panikę wśród ludu, stąd wywieszane są karteczki w przychodniach o jakimś-tam komunikacie Ministra Zdrowia. Problem w tym, że niewiele osób rozumie, co ten komunikat znaczy. Że wprowadzono ustawę, której nie przestrzega się? Że nie ma powodów do paniki? Czy że co znaczy to dla samych badających, jak i ich podopiecznych? I w tym momencie kończę tę tyradę, ponieważ nie jestem w stanie odpowiedzieć na te pytania, bo lekarzem/osobą pracującą w medycynie nie jestem. Może to i lepiej…
ZATRUDNIANIE WITA
Będę pracować w ochronie jako osoba, która patroluje teren oraz osoba, która siedzi przede wszystkim na portierni i legitymizuje osoby. Porobiłam już badania, w trakcie których oczywiście wyszło, że:
-do pracy na wysokości kompletnie się nie nadaję,
-wychodzi niewielka (sic!) anemia,
-mam wadę wzroku i powinnam jak najszybciej zrobić okulary, bo to już ostatni dzwonek: dalej będzie już tylko gorzej.
Po badaniach trafia się do pewnego pokoiku, gdzie odsyłają do lekarza. Tam mi powiedziano: “do swojego lekarza”. OK – do jakiego, się pytam. Panie olewały moje pytania, ni to potwierdzały, ni zaprzeczały, ale po prostu między sobą plotkowały. W ten sposób udałam się do rodzinnego – no bo chyba o tego chodzi?
Nie – lekarz mi wyjaśnił w bardzo sympatyczny sposób, że powinnam iść tam, gdzie podlegam. A podlegam komu? Nie wiem – ale kazał mi wrócić do miejsca, gdzie badania były przeprowadzane. I życzył powodzenia.
O rany. Takiej sympatii ze strony lekarza nie pamiętam!
Wcześniej wspomniane panie musiały widzieć, że coś się święci. Może i się śmiały, że trzeci raz wchodzę, ale jak się wcześniej pytałam, to ni [autocenzura] nie odpowiadały. Może nawet jeszcze trochę a doszłoby do opieprzenia słyszalnego zza drzwi – w końcu głucha jestem, to sobie nieświadomie pokrzyczę. Tu dopiero po serii szczegółowych pytań raczyły stwierdzić: pani idzie do przyzakładowego lekarza, tam na Wawrowie.
Wreszcie wiem! Wreszcie nie muszę robić z siebie sfrustrowanej idiotki.
PRZEWOZY REGIONALNE WITAJĄ
Przewozy Regionalne wprowadziły bardzo fajną usługę – na wybranych przez siebie trasach możesz regularnie dowiadywać się o opóźnieniu za pomocą SMS’ów. Wprawdzie trza wysłać do nich SMS z danymi, za co płacisz podług operatora, ale samo otrzymywanie SMSmów nic nie kosztuje. I powiem szczerze, rozbawiają mnie czasem te informacje, np:
Pociąg relacji Krzyż-Poznań jest opóźniony o 45 minut (planowy odjazd z Wronek o 14:43). We Wronkach tak utknąć, to już szybciej na piechotę… xD
No bo wiecie, Wronki nie są daleko od stolicy Wielkopolski – od 60 do 70 kilometrów. Normalnie śmiechłam. :D Prawie jak sytuacja, w której kiedyś się znalazłam: jadę do Krakowa, wjeżdżamy do Wrocławia, wjeżd… aaaa, nie wjeżdżamy, ciapąg stanął, czekamy 15 minut przed wejściem w stolicę Dolnego Śląska. Oczywiście podstawiono autobusy zastępcze dla tych, co do Wrocka tylko mieli – ja musiałam z godzinę sobie poczekać.